Inwentarz objawów dysocjacyjnych u dziecka

Child Dissociative Checklist, CDC

Inwentarz objawów dysocjacyjnych u dziecka (Child Dissociative Checklist, CDC) został stworzony z myślą o badaniu przesiewowym dzieci pod kątem objawów dysocjacyjnych na podstawie obserwacji opiekuna (Putnam, Helmers & Trickett, 1993). W kolejnych latach dokonywano modyfikacji inwentarza (Putnam & Peterson, 1994), a obecnie używana jest wersja 3.0.

Inwentarz wypełniany jest przez osobę, która zna dziecko i obserwuje jego zachowania: rodzica, opiekuna lub nauczyciela. Wypełnienie polega na określeniu prawdziwości (adekwatności) każdego stwierdzenia w odniesieniu do dziecka. Odpowiedzi udzielane są w odniesieniu do okresu ostatnich 12 miesięcy na 3-stopniowej skali Likerta:

0=nieprawdziwe
1=częściowo lub czasami prawdziwe
2=bardzo trafne/ prawdziwe

Inwentarz obejmuje 20 sformułowań, a ostateczny wynik uzyskuje się po prostym zsumowaniu punktów z każdej odpowiedzi. Punkt odcięcia dla zaburzeń dysocjacyjnych na podstawie badań w Stanach Zjednoczonych wyniósł ≥12. Inwentarz stosowany jest dla dzieci w wieku 4-14 lat.

Dzieci z rozpoznaniem DID uzyskiwały średni wynik 24,5 (SD 5,2), dzieci z rozpoznaniem innych złożonych zaburzeń dysocjacyjnych (DDNOS) 16,8 (SD 4,7), natomiast dziewczynki z nadużyciem seksualnym, ale BEZ zaburzeń dysocjacyjnych uzyskiwały średni wynik 6 (SD 5,2). Grupa kontrolna uzyskiwała średni wynik 2,3 (SD 2,3).

Inwentarz w polskim tłumaczeniu wkrótce będzie dostępny na www.traumaidysocjacja.pl w zakładce NARZĘDZIA.

LITERATURA

Putnam, F. W., Helmers, K., & Trickett, P. K. (1993). Development, reliability, and validity of a child dissociation scale. Child Abuse & Neglect, 17(6), 731-741.

Putnam, F. W., & Peterson, G. (1994). Further validation of the Child Dissociative Checklist. Dissociation: Progress in the dissociative disorders.

Wherry, J., Neil, D., & Taylor, T. (2009). Pathological Dissociation as Measured by the Child Dissociative Checklist. Journal of Child Sexual Abuse, 18(1), 93–102. doi:10.1080/10538710802584643

Zaburzenia dysocjacyjne u dzieci i młodzieży

Zaburzenia dysocjacyjne u dzieci i młodzieży prezentują wiele trudności diagnostycznych i terapeutycznych, a trudności te wydają się jeszcze większe niż u dorosłych. Problemy diagnostyczne wynikają ze słabego rozpowszechnienia wiedzy na temat tego zaburzenia, jego objawów i sposobów diagnozowania, co związane jest z nieobecnością informacji na ten temat w programach szkolenia psychoterapeutów, psychologów i psychiatrów. Niewielu klinicystów bierze pod uwagę rozpoznanie u dzieci złożonych zaburzeń dysocjacyjnych takich jak dysocjacyjne zaburzenie tożsamości (DID), choć wiadomo, że większość dorosłych z DID ma już wyraźne cechy zaburzenia w dzieciństwie. Przekłada się to na błędne rozpoznawanie u dzieci z DID np. zaburzeń afektywnych dwubiegunowych lub zaburzeń z kręgu schizofrenii. Diagnozowanie  zaburzeń dysocjacyjnych jest utrudnione również przez brak narzędzi diagnostycznych oraz ograniczony dostęp do szkoleń w tym zakresie.

Badania naukowe nad rozpoznawaniem i leczeniem zaburzeń dysocjacyjnych u dzieci są również obszarem niewystarczająco rozwiniętym. Dysponujemy głównie opisami pojedynczych przypadków lub ich serii, z których większość pochodzi z lat ’80 i ’90 XX wieku. Co ciekawe, prawie wszystkie te przypadki (93% z 255 opisanych) zostały zidentyfikowane już w trakcie trwającej terapii (Boysen, 2011).

Jednakże, kiedy w systematyczny sposób poddano badaniom przesiewowym młodzież w wieku 11-17 lat korzystającą z poradni psychiatrycznej uzyskano zupełnie inne wyniki (Sar i wsp, 2014). Wśród 176 pacjentów, którzy zgłosili się do poradni w ciągu 2 miesięcy, aż 33 osoby spełniało kryteria diagnozy złożonych zaburzeń dysocjacyjnych, w tym 12 dysocjacyjnego zaburzenia tożsamości (DID). Diagnoza została postawiona na podstawie testów przesiewowych oraz ustrukturyzowanego wywiadu klinicznego SCID-D na podstawie kryteriów DSM-IV. Jednakże ze 116 pacjentów zaproszonych na pogłębione badanie ostatecznie wzięło w nim udział jedynie 73 osoby. Oznacza to, że częstość zaburzeń dysocjacyjnych w tej grupie mogła być większa, biorąc pod uwagę silną tendencję do unikania charakterystyczną dla pacjentów z zaburzeniami dysocjacyjnymi. 

Terapia złożonych zaburzeń dysocjacyjnych jest niezwykle wymagającym zadaniem, które w przypadku dzieci prezentuje dodatkowe trudności związane z zależnością od opiekunów i możliwym bieżącym nadużyciem. Poznanie ogólnych zasad psychoterapii tych zaburzeń może stanowić drogowskaz dla terapeutów, którzy pracują z dziećmi i młodzieżą z doświadczeniem traumy.  Z tego względu Komisja ds. Dzieci i Młodzieży Europejskiego Towarzystwa Traumy i Dysocjacji (European Society for Trauma and Dissociation, ESTD) przygotowała zalecenia kliniczne dotyczące diagnozy i leczenia dzieci i młodzieży z objawami i zaburzeniami dysocjacyjnymi. Zalecenia te w polskiej wersji językowej dostępne będą wkrótce w zakładce WIEDZA na stronie www.traumaidysocjacja.pl

Boysen, G. A. (2011). The scientific status of childhood dissociative identity disorder: A review of published research. Psychotherapy and psychosomatics80(6), 329-334. doi: 10.1159/000323403

Sar, V., Önder, C., Kilincaslan, A., Zoroglu, S. S., & Alyanak, B. (2014). Dissociative identity disorder among adolescents: prevalence in a university psychiatric outpatient unit. Journal of Trauma & Dissociation15(4), 402-419.

Konferencja ESTD w Rzymie 24-26.10.2019

W dniach 24-26 października 2019 odbyła się w Rzymie kolejna, siódma już konferencja Europejskiego Towarzystwa Traumy i Dysocjacji. Bogaty program obejmował warsztaty przedkonferencyjne (Suzette Boon, Anabel Gonzalez, Luca Ostacoli oraz Renee Potgieter Marks), wystąpienia głównych prezenterów oraz łącznie 5 sesji, a w każdej z nich dziesięć równoległych sympozjów do wyboru. Szczegółowy program jest dostępny tutaj: https://www.fullday.com/wp-content/uploads/2019/10/Legacy-of-Trauma-PROGRAM-X-WEB-FINAL.pdf

Spośród głównych prezenterów Kathy Steele mówiła o rozwoju terapeuty i trudnościach, jakie napotyka na różnych etapach tego procesu, o nieuniknionych rozczarowaniach i ograniczeniach zawodu terapeuty oraz potencjalnych szkodach wynikających z ciągłego obcowania z cierpieniem innych ludzi – pacjentów. 

Martin Dorahy przedstawiał swoją pracę nad funkcjonowaniem pamięci w dysocjacyjnym zaburzeniu tożsamości („inter-identity amnesia”), szczególnie w odniesieniu do wstydu. Artykuł nawiązujący do tego można znaleźć tutaj: https://www.researchgate.net/publication/328437001_Transfer_of_Episodic_Self-Referential_Memory_Across_Amnesic_Identities_in_Dissociative_Identity_Disorder_Using_the_Autobiographical_Implicit_Association_Test

W kolejnym dniu konferencji Benedetto Farina prezentował neurobiologiczny wkład w rozumienie zjawisk dysocjacyjnych i starał się zdefiniować je w odniesieniu do połączeń w obrębie struktur mózgowych (głównych sieci: DMN-Default Mode Network, ECN-Executive Control Network i SN-Salience Network). Wskazywał, że wg badań z ostatnich lat doświadczenia urazowe mają istotny wpływ na rozwijanie się połączeń w obrębie tych sieci, w szczególności DMN, co przekłada się na psychopatologię w późniejszym funkcjonowaniu. Benedetto Farina jest współautorem książki wydanej po polsku
http://www.fundacjaprzyjacielemartynki.pl/nasze-publikacje/117-g-liotti-b-farina-traumatyczny-rozwoj.html

Ostatni z głównych prezenterów, Ellert Nijenhuis, prezentował rozwiniętą przez siebie metodę psychoterapii zaburzeń związanych z traumą. Jest on współautorem teorii strukturalnej dysocjacji oraz pionierem w badaniach nad dysocjacją somatoformiczną. 

Spośród innych interesujących wystąpień jedna z głównych postaci zajmujących się zaburzeniami dysocjacyjnymi u dzieci Renee Potgieter Marks prezentowała problemy związane z oporem w terapii małych dzieci z doświadczeniem traumy i sposobami  rozumienia go i radzenia sobie z nim. W nadchodzącym roku planowana jest w Katowicach konferencja z jej udziałem i towarzyszącym warsztatem dotyczącym diagnozy zaburzeń dysocjacyjnych u dzieci.

Ponadto prezentowany był panel dotyczący dezadaptacyjnego marzycielstwa (maladaptive daydreaming) – nowo opisywanego zaburzenia, nad którego badaniem zespół z Polski ma swój wkład https://www.researchgate.net/publication/327011559_Maladaptive_daydreaming_as_a_new_form_of_behavioral_addiction W panelu brali udział Eli i Liora Somer, Adriano Schimmenti, Colin Ross, Alexandra Sandor, Igor Pietkiewicz i Anna Bańbura.

W trakcie konferencji zapowiedziano już kolejną, która odbędzie się za dwa lata w Manchester. Jednak już za rok we wrześniu, pod patronatem ESTD odbędzie się konferencja w Katowicach, której tematem będą zaburzenia związane z traumą w kontekście dzieci, młodzieży i rodziny.

„Rozmawianie o traumie w psychozie”

warsztat przedkonferencyjny 21 konferencji ISPS w Rotterdamie (International Society for Psychological and Social Approaches to Psychoses, w Polsce funkcjonujące jako Polskie Towarzystwo na rzecz Psychologicznego i Społecznego Podejścia do Psychoz, PTP SPP)

Dr Amy Hardy z Londynu


https://www.researchgate.net/profile/Amy_Hardy2

Warsztat przedkonferencyjny prowadzony przez dr Amy Hardy, psychologa klinicznego z Londynu poruszał różne zagadnienia dotyczące uwzględniania doświadczeń urazowych w wywiadzie i leczeniu pacjentów z zaburzeniami psychotycznymi. Wprowadza pojęcie „opieki uwzględniającej traumę” (ang. trauma-informed care), czyli takich zasad organizacyjnych, które uwzględniają możliwość, że osoby korzystające z opieki medycznej niosą ze sobą bagaż doświadczeń urazowych stanowiących problem nie tylko w kontekście zaburzeń psychicznych, ale również wszelkich innych form oddziaływań medycznych. Wyrażać się to może np. w możliwości wyboru płci osoby wykonującej niektóre świadczenia (w przypadku kogoś, kto doświadczył przemocy seksualnej), przewidywania, że niektóre sytuacje (np. znieczulenie ogólne w czasie zabiegu chirurgicznego lub leczenie stomatologiczne) mogą wiązać się dla niektórych osób z re-traumatyzacją itp. Klip edukacyjny na ten temat:
https://www.youtube.com/watch?v=r_yH3TrUpLo (po angielsku).

W czasie warsztatu omówiono również kwestię ogólnie gorszych wyników leczenia pacjentów z psychozą ORAZ współwystępującym PTSD, a także jakie mechanizmy pośredniczą w tej zależności. Biorąc to pod uwagę wydaje się, że omawianie objawów PTSD w wywiadzie z pacjentami z psychozą powinno stać się standardem, jednak istnieją różne powody pomijania ich przez diagnozujących klinicystów. W pilotażowym badaniu analizującym tę kwestię jedynie 11% pacjentów spotkało się w wywiadzie z pytaniami o doświadczenia urazowe, a tylko 7% oceniano pod kątem objawów PTSD.

W takiej sytuacji zalecane jest stosowanie kwestionariuszy przesiewowych jako ułatwiających podjęcie rozmowy na temat doświadczeń urazowych w sposób wzbudzający w nadmierny sposób wspomnień i towarzyszących emocji. Autorka opracowała wraz ze swoim zespołem kwestionariusz dostosowany do pacjentów z psychozą pod takim względem, że uwzględnia również samą chorobę oraz leczenie jako źródło doświadczeń urazowych.

20th EMDR Europe Workshop Conference: Colin Ross

Jedną z wybitniejszych postaci w świecie zaburzeń dysocjacyjnych jest Colin Ross (USA). Jego wieloletnia praca kliniczna i badawcza rozwinęła w istotny sposób wiedzę na temat zaburzeń dysocjacyjnych. Brał on udział w pracach nad poprzednią wersją DSM w zakresie zaburzeń dysocjacyjnych (o zakulisowym wymiarze tych prac opowiedział właśnie w czasie swojego wystąpienia). W czasie swojej prezentacji w telegraficznym skrócie poruszył główne zagadnienia dotyczące samego pojęcia dysocjacji, jak i kwestii rozpoznawania DID.

Wystąpienie to pokazało pewne różnice w sposobie myślenia o dysocjacji za oceanem i w Europie. Przykładowo, duża staranność w rozpoznawaniu zaburzeń dysocjacyjnych jaka przyświeca prowadzeniu wywiadu TADS-I stoi w kontraście ze swobodnym podejściem do kwestii rozpoznawania DID wg wywiadu autorstwa Colina Rossa (DDIS). Przykładowe pytanie z DDIS (poniżej) zawiera frazy bezpośrednio wzięte z kryteriów DSM i w pewnym sensie pomija rolę klinicznej oceny przez osobę prowadzącą wywiad. Tego rodzaju podejście przekłada się na nadmierną rozpoznawalność DID oraz fałszywie dodatnie diagnozy (a w ślad za tym nieadekwatne leczenie).

20th EMDR Europe Workshop Conference: Eva Zimmermann

W czasie konferencji jednym z obszerniejszych punktów jej programu był warsztat prowadzony przez Evę Zimmermann, poprzedniej prezes Europejskiego Towarzystwa Traumy i Dysocjacji (ESTD) , która przedstawiła zasady diagnozowania zaburzeń dysocjacyjnych w odniesieniu do teorii strukturalnej dysocjacji. Ponadto poruszyła również w praktyczny sposób kwestie dotyczące leczenia złożonych zaburzeń dysocjacyjnych (DD) za pomocą EMDR.

20th EMDR Europe Workshop Conference: Marylene Cloitre

W czasie ostatniej konferencji EMDR Europe Prof. Marylene Cloitre (USA) prezentowała swoje badania nad wzajemną zależnością między traumatyzacją a zasobami społecznymi, jakimi dysponuje dana osoba. Marylene Cloitre jest badaczką zajmującą się złożonymi formami PTSD (complex PTSD), zarówno ich diagnozowaniem, jak i terapią. Prowadziła między innymi badania dotyczące różnic i podobieństw między zaburzeniem osobowości borderline a complex PTSD.

Opracowała terapię narracyjną zaburzeń związanych z traumą (STAIR NT,
http://www.stairnt.com ), która ma udokumentowaną skuteczność w leczeniu złożonych form traumy, w szczególności complex PTSD.

Najbliższe szkolenia z zakresu diagnozy zaburzeń dysocjacyjnych

Serdecznie zapraszamy do udziału w szkoleniu podstawowym z diagnozy zaburzeń dysocjacyjnych. W tym roku będzie ono realizowane kilkukrotnie. Program szkolenia obejmuje 20 godzin szkoleniowych i pomyślany jest jako pierwsza część obszerniejszego cyklu szkoleniowego.

23-24.08.2019 Katowice, Uniwersytet SWPS, Diagnosing trauma-related disorders with TADS-I (in English), https://www.e-psyche.eu/pl/wydarzenia/08-2019-tads-workshop

14-15.09.2019 Bydgoszcz, Terapeutica, https://www.terapeutica.pl/rozpoznawanie-zaburzen-dysocjacyjnych-szkolenie-w-bydgoszczy-14-15-09-2019/

28-29.09.2019 Poznań, Centrum Psychoterapii Integralnej, https://www.cpi.poznan.pl/szkolenie_wpis/rozpoznawanie-zaburzen-dysocjacyjnych/

30.11-1.12.2019 Katowice, e-psyche.eu, https://www.e-psyche.eu/pl/wydarzenia/tads-katowice-11-2019

„To nie ja” („It’s not me” / „No soy yo”)

rozdział 9: „ Nasze wewnętrzne głosy: rozmawiając z samym sobą” (część 3)

Oczywiście, to nie jest proste, by dostrzec zdrową funkcję każdej części, zrozumieć znaczenie słyszanych głosów, pojawiających się myśli i impulsów. Jednak możemy pomóc sobie w tym zadaniu poprzez zadanie pewnych pytań. Przyjrzyjmy się niektórym z nich.

Kogo przypominają głosy i myśli, które pojawiają się w naszej głowie, albo też części, które odczuwamy wewnętrznie? Jeśli mogłyby porzucić ten wzór i rozwinąć się, to jak mogłyby spełniać swoją funkcję w inny sposób?

Na przykład, być może słyszymy w głowie stale obelgi byłego męża, który znęcał się nad nami w powtarzający się sposób. Nie jest to jedynie wspomnienie słów, jakie wtedy wypowiadał, ponieważ czasami głos mówi do nas o rzeczach, które robimy na bieżąco, nazywa nas nieudacznikami, mówi nam, że jesteśmy bezwartościowi. Jest to silny, autorytarny, twardy głos, pełen złości. Przypomina byłego męża, ale nim nie jest, to jesteśmy my sami. Ta twardość, tak duża złość przydałyby się nam, żeby nie pozwolić, by ktokolwiek potraktował nas podobnie jak były mąż. Prawdopodobnie będzie to trudne, gdyż słuchanie tego głosu wzbudza lęk, tak jakbyśmy byli razem z tą osobą, ale możemy sobie przypomnieć, że ponieważ ten głos jest w naszej głowie, to przynależy on do nas i może oderwać się od matrycy, jaka go ukształtowała i nabrać nowego kształtu. Może stanąć po naszej stronie.

Jaka emocja dominuje u tej części? Po co my ludzie mamy całą gamę różnych emocji? Jak można odczuwać i wyrażać tę emocję?  Jakie zmiany musiałyby się dokonać, aby to było możliwe?

Pojawia się u nas myśl, która mówi nam, żeby zrobić coś sobie. W gruncie nie chcemy tego, a nawet musimy walczyć z impulsem by się temu poddać. Jest to takie odczucie, jak u małej dziewczynki i – jeśli spróbujemy sobie ją wyobrazić – widzimy ją jako siedmiolatkę z opuszczoną ze wstydu głową. Staramy się sobie przypomnieć i myślimy, co się działo, kiedy mieliśmy 7 lat. Przypominamy sobie, że w tym okresie miało miejsce kilka razy nadużycie seksualne przez sąsiada z budynku. Nigdy nie rozmawialiśmy o tym z nikim,  a na dzień dzisiejszy mówimy sobie, że to wydarzenie bez istotnego znaczenia, ale mimo to warto przekonać się, czy nie wywołuje to u nas jakichś wrażeń. Zatrzymujemy się na tym, co się wtedy wydarzyło i wydaje się obojętne, ale patrzymy przez chwilę na tę siedmioletnią dziewczynkę i obserwujemy, jakie pojawiają się emocje. Po minucie zaczynają się pojawiać uczucia wstydu i w pierwszym odruchu chcemy odwrócić wzrok. Wiemy jednak, że wstyd nie jest zły sam w sobie, choć z pewnością w tamtym czasie będąc tak małą, ta dziewczynka nie wiedziała co zrobić i bardzo źle znosiła to uczucie. Posiadanie takiego sekretu musiało być dla niej dziwne i dręczące. Jest normalne, że staramy się odsuwać od siebie wstyd i że będzie się on wiązał z lękiem i złym samopoczuciem. Teraz, będąc dorosłymi, możemy nawiązać ponownie łączność z tymi odczuciami i zrozumieć je, tak jakby po raz pierwszy ktoś zrozumiał, co się wydarzyło tej dziewczynce i mógł jej przekazać, że to nie  z nią jest coś nie tak, jedynie to zrobił tamten mężczyzna było złe, choć ona nie ponosi za to winy. Zauważamy, jak wstyd wypływa z tego wspomnienia i staje się bardziej świadomy, ale utrzymujemy głowę wyprostowaną i patrzymy przed siebie. Utrzymując tę emocję w sobie, kiedy wrócimy następnym razem do tego wspomnienia i omówimy je z innymi ludźmi, pozwolimy w ten sposób, by teraźniejszość „przewietrzyła” dawne wspomnienia i w ten sposób to odczucie  „rozrzedzi się”. Mogą pojawić się też przekonania i myśli, odnoszące się do uczucia bycia brudnym, złym lub innym, ale pamiętamy, że należą one do wspomnienia i jest normalne, że się pojawiają. Rozumiemy też, że z tych wszystkich wrażeń, które zakopaliśmy wywodzi się również chęć, żeby targnąć się na swoje życie. Wszystko ma więc sens i to nas uspokaja. W gruncie rzeczy nie chcemy umierać, a jedynie w jakimś momencie naszego życia, w którym nasza część została uwięziona, czujemy, że nie chcieliśmy umierać, a jedynie zniknąć, zamiast czuć to wszystko. Na szczęście nie zrobiliśmy tego i teraz możemy to rozwiązać. Uratujemy tę zablokowaną część i przywrócimy ją do teraźniejszości, kiedy to sprawy mają się inaczej. Choćbyśmy byli w podobnych okolicznościach, to wszystko się zmienia, gdyż nasza sytuacja jest całkiem odmienna: jesteśmy dorośli, wiemy o wiele więcej i możemy siebie chronić. I jeśli w dodatku zaczynamy normalnie rozmawiać z innymi o tym wszystkim, dawne wrażenia będą się rozpraszały coraz bardziej.

Z czego zdajemy sobie sprawę, kiedy zaglądamy do swojego umysłu albo gdy rysujemy na papierze psychiczną reprezentację tej części, tej myśli lub tego głosu? Jak nam się wydaje, czego potrzebuje ta część? W jaki sposób możemy dać jej – a w ten sposób nam samym – to, czego ona potrzebuje?

Głos nie posiada formy, a jedynie mówi nam, że nie uda nam się lub szepcze nam „jesteś nieudacznikiem”. Kiedy staramy się coś zrobić, to zawsze się pojawia, blokując nasze działania. Myśląc o nim (lub o części jaką reprezentuje) bierzemy papier i rysujemy pierwszą rzecz, jaka przychodzi nam do głowy. To co nam wychodzi przypomina trochę robaka. Zastanawiamy się, czy to wrażenie nie jest nam znajome, czy już je kiedyś mieliśmy … nasz umysł podąża do wspomnień ze szkoły , do dzieci  które nam dokuczały przez te lata. To wywołało u nas całkowitą blokadę, nic nam nie wychodziło i byliśmy w stanie się uczyć. Na egzaminach mieliśmy pustkę w głowie i oblewaliśmy prawie wszystkie. W domu nie zdawali sobie sprawy z tego, co się dzieje, myśleli, że nie interesuje nas nauka i reagowali tylko zwiększaniem presji. Poczucie bycia nieudacznikiem, czymś zupełnie nieistotnym, prawdziwym robakiem, było stale obecne w tamtym czasie.

Wspominamy dalej, że zmieniliśmy szkołę i w tej nowej postępowaliśmy tak, jakby to wszystko wcześniej nie miało miejsca. Zachowujemy się w sposób zupełnie odmienny, zmieniliśmy przyjaciół, dokonaliśmy radykalnego zwrotu. Wzorce postępowania z wcześniejszego etapu pozostawiliśmy za sobą… chociaż nie znikły. Robiliśmy wiele rzeczy w życiu, wiele osiągnęliśmy, poczuliśmy się zdolni, ale ten mały robak reprezentuje część nas, która pozostała na tamtym etapie. To tak, jakby ta część naszego umysłu nie wiedziała o tym wszystkim, co później osiągnęliśmy w życiu, gdyż zmiana była zbyt szybka i nie pozostawiła czasu na to, żeby się rozwinęła. Patrzymy na wykonany rysunek, myślimy o osobie, jaką byliśmy, kiedy dominowały te odczucia, wspominamy, że owszem, umieliśmy zrobić wiele rzeczy, że byliśmy zdolni, że nie wszystko w życiu układało się w taki niepomyślny sposób. Wokół robaka rysujemy wszystkie osoby i doświadczenia, które przekazywały nam inne rzeczy. Stopniowo rysunek zmienia się, a wraz z nim nasze wewnętrzne odczucia. To czego potrzebowaliśmy w tamtym czasie to było dokładnie to, co robimy teraz: żeby ktoś spojrzał z szerszej perspektywy, zdał sobie sprawę z tego, z czym się borykamy i powiedział nam, że w nas wierzy, że wie, że potrafimy poradzić sobie z przeszkodami, że nas pocieszy i ochroni. Chociaż nie nastąpiło to wtedy, to możemy naprawić nasze uczucia teraz.

Nie pozwalamy się rozproszyć widocznym zachowaniem tych części. Być może nasze impulsy przyniosą negatywne konsekwencje, ale do czego w gruncie rzeczy zmierzają? Jak możemy to osiągnąć bez powodowania problemów?

To najgorszy z naszych głosów – krzyczy na nas, a słuchanie go powoduje przerażenie i ogłuszenie. To jakby wewnętrzny potwór, który chce nas zniszczyć, który chce nas przeciągnąć na swój stronę i popchnąć do robienia złych rzeczy. Wiemy jednak, że to część nas samych i mimo, że nie potrafimy wyobrazić sobie w żaden sposób, że mógłby mieć w sobie coś dobrego, to wiemy, że musi tak być, gdyż jest częścią naszego umysłu. Został zachowany w nim z jakiegoś powodu. Walczymy już od lat, a im większa kłótnia, tym gorzej wszystko idzie. Konieczne jest stanąć twarzą w twarz z tym, co skrywa się za tą fasadą, nie pozwalając, by ta przerażająca prezentacja nas odstraszyła.

Słuchamy tego, co do nas mówi, pozwalamy mu pisać w naszym dzienniku i dostrzegamy, że pośród wszystkich tych obelg  pojawia się ostrzeżenie przed partnerem, z którym aktualnie jesteśmy. W tej relacji faktycznie są pewne problemy, jednak czujemy, że to nasza wina, gdyż mamy częste wybuchy gniewu. Kiedy opanowuje nas ta część, nie jesteśmy w stanie się kontrolować. Czasami uderzamy w ścianę, żeby nikogo nie uderzyć. W tym stanie jedynie chcemy zdominować i zgnieść drugą osobę, nie odczuwamy żadnej troski o nią.

Ale myślimy o konsekwencjach i o tym, co wydarza się tuż przed wybuchem gniewu. Zdajemy sobie sprawę, że jest dla nas nie do zniesienia, że partner mówi nam, co mamy zrobić. Szczerze mówiąc, na swój sposób go prowokujemy, bo zawsze zostawiamy wszystko na ostatnią chwilę, albo „zapominamy” to zrobić, powodując, że musi on przypominać nam wiele razy, za każdym razem bardziej natarczywie. Zwykle widzimy nadchodzącą lawinę o wiele wcześniej, jednak nie robimy nic, żeby ją powstrzymać. Czy te odczucia nie są znajome?

Niewątpliwie nasza matka była kobietą niezwykle dominującą i twardo egzekwowała swoją władzę rodzicielską. Kiedy nas uderzała, jej twarz wyrażała ogromną nienawiść, a ona wydawała się zupełnie tracić nad sobą kontrolę. Kiedy urośliśmy, udawało nam się stawić jej czoła i oddawać ciosy. Było to możliwe jedynie, kiedy się reagowało z podobną przemocą, jak ona. Na swój sposób prowokujemy partnera, żeby zaprzestał swoich nalegań i przyjął komplementarną rolę, tak jakbyśmy wciąż odgrywali scenariusz tej samej historii. Umysł w niezwykły sposób podąża znanymi sobie ścieżkami, tak jakbyśmy wracali po swoich śladach do przeszłości, chcąc jej dać nowe zakończenie, ale paradoksalnie powtarzając w kółko to, które już znamy.

Nasza nieopanowana złość ochroniła nas, była w stanie w jakiś sposób zatrzymać to wszystko. Cały nagromadzony ból spowodował ujawnienie się niekontrolowanej reakcji, ale ile by nie było wybuchów złości, ból nie chce odejść. Zdajemy sobie z tego sprawę, zatrzymujemy się więc, by uświadomić to sobie w pełni. Tak naprawdę najbardziej bolesne były nie uderzenia matki, ale brak miłości, który odbieraliśmy z jej strony. Powstrzymywaliśmy naszą złość, gdyż było to jedyne połączenie, jakie z nią mieliśmy. A teraz nie wiemy jak być z partnerem, który nas kocha i nie powtarzać starego wzorca, tej podstawy, na której kształtują się więzy przywiązania. Rozumiemy naszego wewnętrznego potwora, jesteśmy w stanie zobaczyć coś więcej wewnątrz, odczuć ból i te okropne braki, które ciągną się za nami. Tak więc dopiero teraz jesteśmy tak naprawdę w stanie to zmienić, możemy zrezygnować z działania automatycznego i podjąć bardziej świadome, a dzięki temu mieć większą kontrolę nad sobą. Początkiem całej sekwencji jest nierealizowanie swoich zobowiązań, tak więc skupiamy się na tym, by nie odwlekać zrobienia tego, co do nas należy, aby uniknąć zbędnych wyrzutów. Staramy się też kierować naszym partnerem tak, by mówił nam rzeczy w sposób, który nas nie będzie tak bardzo aktywował i będzie łatwiejszy do przyjęcia. Mówimy o tym, co przeżyliśmy i w jaki sposób te doświadczenia na nas wpłynęły. Staramy się być cierpliwi wobec siebie wzajemnie i pracujemy nad zmianą.

Zamiast oddzielać się od tego, co pojawia się w naszej głowie – myśli, głosów, trudnych do opanowania impulsów – musimy się nauczyć słuchać siebie i starać się zrozumieć każdy aspekt i każdy odcień tego, kim jesteśmy. Niekiedy jesteśmy tak pochłonięci staraniami, żeby kontrolować to, co u siebie zauważamy lub odciąć się od tego, że nie umiemy zatrzymać się i podjąć dialog z samym sobą. Aby to było możliwe, nie możemy dać się zwieść pozorom, gdyż rzeczy nie są takimi, jakimi się wydają. Podobnie, jak w każdym przypadku dialogu, jaki ma nastąpić po długim okresie konfliktu, jest ważne być otwartym na słuchanie i kierować rozmową w taki sposób, by nie potoczyła się tak jak zwykle w przeszłości. Musimy odrzucić nasze uprzedzenia i podważyć wiele rzeczy, jakich trzymaliśmy się dotychczas. Najgorsi wrogowie mogą stać się największymi sprzymierzeńcami, gdy staną się zespołem współpracującym przy wspólnych celach. Współpraca będzie łatwiejsza jeśli będziemy pamiętać, że wszystko co dzieje się w naszej głowie, należy do nas. Wszystko, również to co wydaje się nam obce i nieprzyjemne, to my, w najszerszym znaczeniu tego słowa. Pewnego dnia wszystkie te części zrozumieją, że jadą na jednym wózku, a kłótnia o to, kto nim kieruje spowoduje jedynie kręcenie się w kółko. Zdamy sobie sprawę, że głęboki cel, początkowo nam nieznany, jest podzielany przez wszystkie części nas, ponieważ naturalnym celem człowieka jest czuć się dobrze i mieć znaczące relacje z innymi. Jest wiele do zrobienia, więc ważne jest, żeby się zabrać za to zadanie.

Jeśli czytając ten rozdział bardzo się w nim rozpoznajemy, jeśli czujemy, że w naszym wnętrzu jest wiele części, spierających się o określenie tego, kim jesteśmy, to opisany proces trudno będzie zrealizować bez pomocy profesjonalisty. Pomocne jest mieć wokół siebie zdrowe osoby, a jeśli dodatkowo my sami jesteśmy zdecydowani zmienić sprawy, to mamy już podstawowe czynniki potrzebne do wprowadzenia tej zmiany. Psychoterapia jest jednak dodatkowym zasobem, który zwykle jest potrzebny, aby przejść przez ten proces.